czwartek, 22 stycznia 2015

02. "Znowu się spotykamy."

- Elisabeth, mamy problem! - krzyknął Justin. Nie, nie, nie. Nerwowo przygryzłam dolną wargę i naciągnęłam rękawy na nadgarstki. Elisabeth pojawiła się w mgnieniu oka. Ignorując obecność Justina podbiegła do mnie i złapała mnie za ręce, podwijając rękawy. Odgłos uderzeń jej obcasów dzwonił mi w głowie.
- Demi, jak mogłaś znowu to zrobić? Przecież było już tak dobrze. - powiedziała wzdychając. Spojrzałam w jej oczy, w których jak świeczki zapaliły się iskierki złości i nienawiści. Wiedziałam już co mnie czeka. - Chodź, musimy to przemyć, bo może wdać się zakażenie - powiedziała i objęła mnie ramieniem. Spojrzała na Justina i lekko skinęła głową po czym wyprowadziła mnie z łazienki, zmierzając w stronę sali, nazywanej przeze mnie salą tortur.


KILKA DNI WCZEŚNIEJ


- Siema stary, masz to? - zapytał Jason, unosząc brew. Stałem oparty w parku o drzewo z kapturem naciągniętym na głowę. Skinąłem głową i bez słowa skierowałem się w jedną z ciemnych uliczek. Jason poszedł za mną. Rozejrzałem się, sprawdzając czy nikogo nie ma w pobliżu i wyjąłem z kieszeni dwa woreczki z białym proszkiem. Jason uśmiechnął się szeroko biorąc jeden i wysypał trochę na zewnętrzną część ręki. Ponownie się rozejrzałem po czym zrobiłem to samo. To było moje wybawienie. Zamknąłem oczy czując jak wszystkie moje mięśnie relaksują się pod magicznym wpływem kokainy. Uśmiechnąłem się do siebie, biorąc głęboki oddech i spojrzałem na Jasona. Uśmiechnął się znacząco po czym wyszliśmy z uliczki zmierzając do pobliskiego klubu. Głośna muzyka i zapach alkoholu wymieszanego z potem uderzyły do moich uszu i nozdrzy. Skierowaliśmy się z Jasonem w stronę stolika, gdzie zawsze siedzieliśmy. Gdy tylko zajęliśmy miejsce podeszły do nas skąpo ubrane dziewczyny. Jedna z nich, długonoga brunetka usiadła okrakiem na moich kolanach owijając ręce wokół mojej szyi. Kiedyś brzydziłbym się jej dotykiem, ale teraz było mi wszystko jedno. Bez słowa zepchnąłem ją ze swoich kolan i wstałem, łapiąc ją za rękę. Skierowałem się do łazienki przepychając się łokciami między ludźmi, gdy usłyszałem pisk i kilkakrotnie oddany strzał. Kurwa, gliny - jęknąłem w duchu. To nie mogło dziać się naprawdę. Puściłem dłoń dziewczyny i pobiegłem w stronę tylnego wyjścia. Czując silny podmuch wiatru na twarzy odetchnąłem i oparłem się o ścianę budynku uśmiechając się pod nosem.
- Ręce do góry, Bieber. Nie próbuj uciekać, jesteś otoczony. - Usłyszałem znajomy głos policjanta. Kurwa - przekląłem pod nosem i powoli otworzyłem oczy wolno unosząc ręce do góry. - Teraz już się nie wymigasz. - James, bo tak miał na imię policjant, uśmiechnął się szeroko. To nie było pierwsze nasze spotkanie. W przeszłości nasze drogi krzyżowały się kilka razy, ale za każdym razem nie miał nic na mnie i wychodziłem z tego czysto. Teraz jednak wiedziałem, że jestem w dupie. Wokół mnie zatoczyło krąg około dziesięciu policjantów, każdy z wycelowaną bronią w moją pierś. Spojrzałem na niego i stłumiłem w sobie chęć splunięcie mu w twarz.
- To co, Bieber? - James uśmiechnął się, chowając broń i wykręcając mi ręce do tyłu po czym zakuł je w kajdanki. - Znowu się spotykamy. Tym razem tak szybko się nie uwolnisz, już ja się tym zajmę. - Zaśmiał się, jakby to co powiedział było żartem wartym milion dolarów. - Rozejść się - rzucił w stronę innych i poprowadził mnie za ramię do radiowozu. Poczułem się jakby moja głowa ważyła co najmniej tonę. Zamknąłem oczy czując jak odpływam.

3 komentarze:

  1. Kojny cudowny rozdział <3 Czekam na nastepny.Mogłabyś pisać dłuższe rozdziały? Życze weny !!! @Little1Lies

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow.;o Ale się wciągnęłam.;o Ja chcę więcej! *.* Wreszcie jakieś ciekawe opowiadanie o Dems i Justinie.<3 Czekam na next.;3

    OdpowiedzUsuń