PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM, TO WAŻNE.
- Co... Dlaczego... - szepnęłam nadal będąc na wpół przytomna. Rozejrzałam się zamglonym wzrokiem, byłam w swojej sali. - Ja żyję. - Szepnęłam, a do moich oczu napłynęły łzy. Zamrugałam kilka razy powiekami, starając się ich pozbyć. Daj spokój Demi, to był tylko sen. Powtarzałam sobie w duchu.
- Byłaś strasznie blada, nie oddychałaś - szepnął Justin, a w jego głosie usłyszałam.. smutek? - mogłaś umrzeć. - Dokończył, oblizując usta i odsunął się ode mnie, siadając na brzegu łóżka Alice. Poczułam jak w moich oczach pojawiają się nowe łzy. A jednak. - Jak się czujesz? - Zapytał Justin. Spojrzałam na niego z wyrzutem po czym odwróciłam wzrok, wpatrując się tępo w sufit. Nie chciałam tu teraz być. Nie chciałam tu nigdy być. Jedyne o czym myślałam to pocałunek, od którego dzieliło mnie kilka cennych sekund. Pocałunek, który mógł zabrać mnie stąd na zawsze. - Demi, porozmawiaj ze mną. - Powiedział cichym, ale stanowczym głosem i usiadł przy mnie, na co odsunęłam się od niego i pokręciłam przecząco głową.
- Po co mam z tobą rozmawiać? Nie ufam ci. - powiedziałam po chwili, powoli odwracając głowę w jego stronę. Przez twarz szatyna przebiegł cień... smutku? Widząc to kontynuowałam. - Po tym co zrobiłeś ostatnio, nie mamy o czym rozmawiać.
Justin cicho westchnął i zmierzwił palcami swoje kasztanowe włosy. Sama chętnie bym to zrobiła.. Demi, stop - skarciłam się w myślach.
- Wybacz, po prostu przestraszyłem się widząc cie w takim stanie, to pierwsze co przyszło mi na myśl. - Tłumaczył się, wzruszając ramionami, na co tylko prychnęłam.
- Chcę zostać sama i gdyby to nie była moja sala sama bym wyszła. - Mruknęłam, brzmiąc chyba zbyt chamsko, ale cóż... Chłopak bez żadnego słowa wstał, kiwając tylko głową i skierował się do drzwi. Spojrzał na mnie ostatni raz przez ramię i wyszedł.
*
Cholera. O mały włos a by nie żyła. Ja pierdole. Jakim ja jestem idiotą. Ona była bliska śmierci, a ja teraz tak po prostu stamtąd wyszedłem. Od razu ponownie wbiegłem do sali i spojrzałem na leżącą na łóżku dziewczynę. Chciałem zawołać Elisabeth, właścicielkę szpitala, ale przypominając sobie słowa dziewczyny, która jak się niedawno dowiedziałem, ma na imię Demi, tylko kucnąłem obok niej i złapałem ją za ramię.
- Co do.. - urwała i odwróciła się w moją stronę, marszcząc brwi. Odetchnąłem z ulgą, czując się jakby kamień ważący tonę spadł właśnie z mojego serca.
- Nie mogłem cie tak tu teraz zostawić, otarłaś się o śmierć! - Niemalże krzyknąłem, wymachując rękoma. Nie wiedziałem co mam robić.
- Proszę, nie wzywaj nikogo, to tylko wszystko pogorszy. - Szepnęła, jakby czytając mi w myślach i spojrzała na mnie błagalnie. Po chwili zastanowienia kiwnąłem głową. Usiadłem na brzegu łóżka i spojrzałem jej w oczy, w których panował smutek i strach. Pochyliłem się odgarniając jej czarne włosy z czoła.
- Justin? Justin! Wszędzie cie szukam! - powiedziała Elisabeth, wchodząc do sali. Zmierzyłem ją wzrokiem, lekko marszcząc brwi. Miała na sobie wysokie, czarne kozaki na szpilkach i tego samego koloru spódnicę przed kolano. Założyła białą, dość przeźroczystą bluzkę, przez którą widać było jej czarny stanik. Usta miała pomalowane krwistą czerwienią, która dopełniała cały makijaż, który swoją drogą był dosyć.. mocny i wyzywający. To jest szpital, do cholery, myślałem, że obowiązują tu jakieś zasady. Przed chwilą jakąś blondynkę za pomalowanie ust błyszczykiem wyprowadzili ze świetlicy.
- Jestem tutaj, coś się stało? - Zapytałem wzdychając i podszedłem do kobiety. Włożyłem ręce do kieszeni i przejechałem językiem po dolnej wardze.
- Um, tak. Właściwie to chciałam, abyś pomógł w świetlicy zajmować się pacjentami. - Powiedziała z uśmiechem na ustach i obciągnęła koszulę w dół, poprawiając ją, odsłaniając przy tym rowek między piersiami. Spojrzałem na jej czyny i lekko się skrzywiłem.
- Już idę. - Powiedziałem i spojrzałem na brunetkę na łóżku. - Pójdziesz ze mną, Demi?
Elisabeth westchnęła teatralnie i założyła ręce na piersiach. - Wątpię, panna Lovato woli siedzieć sama w pokoju. - Burknęła. Ignorując to podszedłem do Demi i wyciągnąłem rękę w jej stronę.
- Chodź, będzie fajnie. - Powiedziałem, unosząc lekko kącik ust do góry. Dziewczyna złapała mnie za rękę niepewnie powoli siadając, a następnie wstała. Ścisnąłem delikatnie jej dłoń i gdy tylko słabo się do mnie uśmiechnęła, zrobiłem to samo. Cholera, miała piękny uśmiech.
*
Wpatrywaliśmy się w siebie nic nie mówiąc. Miał takie piękne, czekoladowe oczy, w które mogłabym wpatrywać się bez końca. Chłopak lekko się pochylił odgarniając włosy z mojego czoła, gdy do sali ktoś wszedł.
- Justin? Justin! Wszędzie cie szukam! - Elisabeth. No tak. Nienawidzę jej tak cholernie bardzo. Chociaż to chyba dobrze, że weszła akurat w tej chwili. Gdyby nie przerwała... Nie, nie pocałowalibyśmy się. To niemożliwa. Nie chcę.
- Pójdziesz ze mną, Demi? - Z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka. Spojrzałam na niego lekko marszcząc brwi, nie wiedząc o co chodzi.
- Wątpię, panna Lovato woli siedzieć sama w pokoju. - Mruknęła Elisabeth. Odruchowo zacisnęłam zęby i widząc wyciągniętą dłoń chłopaka w swoją stronę niepewnie go za nią złapałam, powoli podnosząc się z łóżka. Uśmiechnęłam się słabo co chłopak od razu odwzajemnił i splótł nasze palce wychodząc z sali i kierując się do świetlicy. Nie lubiłam tam chodzić w dzień, dziwnie się czułam przy tych wszystkich chorych ludziach, jednak z Justinem czułam się po prostu pewniej. Wiem, że nie znałam go prawie w ogóle. Wiem, że mógł okazać się zwykłym dupkiem, ale przecież pójście razem na świetlicę to nic takiego, prawda? Weszliśmy do pomieszczenia, a ja od razu skrzywiłam się słysząc krzyki innych ludzi. Wiedziałam, że są chorzy, ale niektórzy zachowywali się gorzej niż małe, kilkuletnie dzieci. Jednak czego spodziewać się po psychiatryku. Puściłam dłoń Justina i usiadłam na fotelu, najpierw wycierając go chusteczką. Wolę być ostrożna, ostatnio jakiś pacjent próbował się tu masturbować. Ugh, dość. Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej, opierając podbródek na kolanach.
- Demi, jak dobrze cie tu widzieć - odezwała się jedna z terapeutek, Sophia. Była młodą kobietą, miała maksymalnie dwadzieścia pięć lat. - Martwiłam się o ciebie, chciałam cie odwiedzić, ale sama widzisz co się dzieje. - Westchnęła i oparła czoło dłonią wskazując na salę. Rozejrzałam się i skinęłam głową. Rozumiałam ją. Ja nie miałabym siły codziennie przez kilka godzin użerać się z tymi ludźmi. Byli tu wszyscy. Jedni za gwałt, drudzy za pobicie, trzeci byli nadpobudliwi a czwarci, w tym ja, mieli problemy z samoakceptacją, przez co głównie rozumiejąc- niedoszli samobójcy. Z tego co wiem, z tej ostatniej grupy jestem tu tylko ja, i jak się tylko mogę na razie domyślać, Alice. Była tu wcześniej Alex, ale opuściła to miejsce. Jak się pewnie domyślacie, poprzez samobójstwo.
- Tak, jest w porządku. - Odpowiedziałam tylko i spojrzałam na nią z lekkim uśmiechem. Pomogła mi się tu zaklimatyzować, jako jedyna ze mną rozmawiała. Pierwszy tydzień był ciężki, ale teraz jest już lepiej. Wiem, że mogę na nią liczyć.
- Widzę, że podobasz się temu nowemu, Justinowi. - Powiedziała z uśmiechem na ustach i usiadła na oparciu mojego fotela.
- Nie, no coś ty. Między nami nic nie ma i nigdy nie będzie. Nic o sobie nie wiemy. Nie, nie jestem w jego typie. - Powiedziałam wzruszając przy tym ramionami. Sophia otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale w tym momencie jedna z pacjentek zrzuciła z regału szklaną szkatułkę. Dziewczyna poderwała się z miejsca podchodząc do kobiety i pokręciła z rezygnacją głową. Nie słyszałam co do niej mówi, szczerze mówiąc w tym gwarze nie słyszałam własnych myśli. Rozejrzałam się wzrokiem szukając Alice i Justina. Zmarszczyłam brwi nigdzie ich nie widząc. Alice pewnie była na badaniach, każdy nowy musiał je przejść. Ale gdzie był Justin? Wstałam i poszłam w głąb pomieszczenia. Chłopak siedział obok kilku osób, osób, które zazwyczaj sprawiały najwięcej problemów. Rozmawiali, śmiejąc się. Cholera, jeszcze nikomu nie udało się z nimi porozmawiać normalnie, bez zakucia ich w kajdanki lub kaftany przez dłużej niż minutę. On musi mieć coś w sobie.
~~
Dzień dobry, kochani :) co myślicie o nowym rozdziale? Jest trochę dłuższy od poprzednich, jednak nic się takiego nie dzieje, ale postaram się to jakoś wynagrodzić. Jak myślicie, co stanie się między Justinem a Demi? Polubią się? Myślicie, że Demi naprawdę mu się podoba?
A co najważniejsze.. Jest dużo wyświetleń, ale bardzo mało komentarzy. Dziękuję bardzo za każde wejście, 1000 wyświetleń to dla mnie bardzo, bardzo dużo. Dlatego mam prośbę, jeśli przeczytasz ten rozdział to napisz komentarz, może być to tylko zwykła kropka, uśmiech, cokolwiek. Nie chcę wymuszać komentarzy, chcę tylko zobaczyć ile osób to w ogóle czyta.
Nie wiem kiedy będzie następny rozdział, ponieważ skończyły mi się ferie i chcę wziąć się za naukę, ale postaram się dodać do końca lutego. A wy macie ferie czy już mieliście? Miłego dnia :)
I jeszcze raz przypominam: JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ- SKOMENTUJ, Wystarczy zwykła kropka.
xx
Myślę, że się polubią :3 Ale ta Elizabeth jest nie do wytrzymania, obrzydliwa baba.
OdpowiedzUsuńwww.collision-fanfiction.blogspot.com
Boski :)
OdpowiedzUsuńNajlepszy <3
OdpowiedzUsuńŚwietny
OdpowiedzUsuń